Informacje

avatar

chesteroni
z miasta Toruń
16647.94 km wszystkie kilometry
314.60 km (1.89%) w terenie
43d 11h 14m czas na rowerze
15.92 km/h avg

Kategorie

.Giant.0   .mieszczuch.127   .mieszczuch 2013.138   .Surly.55   .Surly 2013.49   >100.55   >200.19   >300.5   forumowo.27   gminobranie.58   nightrower.42   przyczepkowo.4   sakwowo.51   użytkowo.273   wycieczka.59   wycieczka 2013.53  

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

Moje rowery

Szukaj

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy chesteroni.bikestats.pl

Archiwum

Wpisy archiwalne w kategorii

>100

Dystans całkowity:9931.95 km (w terenie 147.00 km; 1.48%)
Czas w ruchu:615:26
Średnia prędkość:16.14 km/h
Maksymalna prędkość:52.35 km/h
Suma podjazdów:19370 m
Maks. tętno maksymalne:219 (116 %)
Maks. tętno średnie:133 (70 %)
Suma kalorii:315739 kcal
Liczba aktywności:55
Średnio na aktywność:180.58 km i 11h 11m
Więcej statystyk

Mroźna majówka 3/4

Sobota, 3 maja 2014 | dodano:07.05.2014 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria .Surly, >100, gminobranie, sakwowo, wycieczka
  d a n e  w y j a z d u
123.81 km
1.00 km teren
08:34 h
14.45 km/h
51.39 vmax
11.0 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Dzień zaczął się leniwie - miałem bardzo fajną, spokojną miejscówkę :-)

Zwinąwszy się ruszyłem dalej w las by wyjechać w Farynach, gdzie było czuć klimat starej, polskiej wsi - pełno drewnianych domów, stara murowana szkoła i elegancki, drewniany kościół:

Niestety - dziś miałem przejechać ładnych kilkadziesiąt kilometrów krajówkami i kawałek za Farynami ląduję na drodze Szczytno-Mrągowo. Nudno by było, gdyby nie rezerwat PUPY ;-)

Trochę się bałem więc nie zwiedzałem, zresztą nie wolno tam na rowerze choć auta drogę wyjeździły w lesie. Kawałek dalej przeżyłem mały szok poznawczy. Czytając Krzyżaków, zawsze myślałem, że jak był Jurand ze Spychowa, to jego rodzinny gród to Spychów. Tymczasem jest to... Spychowo:

W okolicy można natknąć się na stanowiska ogniowe z czasów wojny:

W Pieckach przy głównym skrzyżowaniu jest na uboczu ławeczka idealna wręcz do zrobienia obiadu - czas więc wypróbować nową kuchenkę kupioną BARDZO okazyjnie

W samych Pieckach nie ma chyba nic ciekawego poza herbem, na którym jest nosorożec. Tzn. niby jest to dzik, ale gołym okiem widać, że nie. Zresztą sami oceńcie:

Stamtąd jadę do Mikołajek. Niby boczna droga, ale ruch całkiem zauważalny. W samych Mikołajkach totalny spęd, ceny +50% i nieprzyjemny, turystyczny klimat. Nic fajnego, ale gminę zaliczyć trzeba. Przy wyjeździe na podwórku Straży Pożarnej zauważam piękny wóz - jest to Chevrolet z lat 60, sprowadzony ze Szwecji i odrestaurowany - nawet jeździ!

Wyjazd to droga krajowa nr 16, więc uciekam stamtąd jak najszybciej w stronę Rynu. W końcu jest! Zjazd w boczną drogę. Wiadomo, że takie drogi mają nieco gorszą nawierzchnię, niż krajówki, jednak zastany znak był mimo wszystko zaskoczeniem :)

W samym Rynie nie ma nic, oprócz zamku zamienionego na czterogwiazdkowy hotel. Zamek też taki-sobie, ale chociaż coś :)

Kolejnym odcinkiem krajówki dojeżdżam do Mrągowa. Miasto całkiem spore i nawet ładne, choć nic naprawdę szczególnego tam nie było. Ale całokształt na plus. Trochę się tam pokręciłem, pooglądałem amfiteatr i pojechałem na północ

Tu już na szczęście same boczne drogi, choć temperatura coraz niższa - 8 stopni to norma. Toć to nie majówka, a marcówka! No ale chociaż spokój na drogach i ładne widoki więc jakoś się to toczyło :-)
Ok. 20 zatrzymuję się w lasku koło Górowa - następny byłby za ok. 18km a wolałbym widzieć, gdzie się rozkładam. Lasek całkiem sympatyczny, pusty z całą masą patyków - dawno tak nie musiałem miejsca pod namiot opróżniać z syfu :)


Więcej zdjęć w - klik tutaj - > G A L E R I I < - klik tutaj -


Zaliczone gminy: 7
Warmińsko-mazurskie: Piecki, Mikołajki, Ryn, Mrągowo - obszar wiejski, Mrągowo - miasto, Sorkwity, Biskupiec (pow. olsztyński)

Dla dociekliwych - mapka:


Mroźna majówka 2/4

Piątek, 2 maja 2014 | dodano:07.05.2014 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria .Surly, >100, gminobranie, sakwowo, wycieczka
  d a n e  w y j a z d u
134.26 km
2.00 km teren
09:01 h
14.89 km/h
49.57 vmax
12.0 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Zi-zi-zimno - to moja pierwsza myśl, gdy się w nocy przebudziłem ;-) Poprawiłem się w śpiworze, zaciągnąłem śpiworowy kaptur szczelnie i jakoś dotrwałem do rana. Wyturlałem się z lasu po 10.5 godziny snu, ale chociaż odespałem pociągową nockę. Przejechałem do końca lasu i zaraz za wsią Połom odbiłem na drogopodobną nawierzchnię:

Mimo niskich temperatur, bociany na łąkach budowały klimat majówki

Nie mogło też zabraknąć typowej o tej porze roku scenerii rzepakowej:

Choć na rzepak nie ma co narzekać - kto był w Andaluzji i widział oliwki ten wie, że jeszcze trochę miejsca bez rzepaku zostało ;-)
Droga jest w sumie nieciekawa i gdyby nie niska temperatura to by się całkiem sprawnie jechało - typowe zmarszczki, niemal bez większych podjazdów. I tak sobie dojechałem do Starych Juch, gdzie spotkała mnie całkiem ładna górka, na szczycie której postawiono wieżę widokową. Panorama okolicy faktycznie była warta wspinaczki

Sama wieża też była dość ładnie zrobiona i nie psuła krajobrazu

We wsi Ranty zrobiłem sobie popas, bacznie uważając, żeby dostosować się do miejscowych reguł

Dalsza droga była dość nudna - dojazd do krajówki, potem do Orzysza elegancką drogą rowerową. Ociepliło się na tyle, że na godzinę nawet zdjąłem bluzę z długimi rękawami! Z Orzysza do Białej Piskiej jechałem drogą przez poligon - co chwilę były ostrzeżenia o wojskowym terenie.

Przez Białą Piską tylko przejechałem, potem dość ruchliwą krajówką dojechałem do Pisza. Miasto nie jest za ciekawe, ale wyróżnia się budynek muzeum przy rynku

Przy wyjeździe z Pisza można natknąć się na bunkry niemieckie. Zamiast strażnika w budce jest znaczek Solid Security, a na otwartej bramie napis o tym, że zwiedzanie jest po wcześniejszym telefonie. Nie zabrakło też informacji o monitorowaniu choć ani jednej kamery nie było ;-)
Dobrze, że choć bunkier z betonu, a nie budyniu :P

Dalej w lesie był kolejny bunkier. Całość powstała przed II wojną światową i była rozbudowywana po inwazji na Polskę. Z Pisza wyjeżdżam krajówką na której ruch jest coraz intensywniejszy, ale na szczęście niewiele nadkładając można pojechać pięknym asfaltem przez las i wylądować w miejscowości Ruciane Nida zaraz obok kolejnego bunkra, tym razem wieżowego:

Ruciane-Nida jest małym turystycznym miasteczkiem. Jedyne, co mi się BARDZO nie podobało to skutery i motory jeżdżące drogami dla rowerów. Uważam, że jak ktoś nie ma odwagi jeździć szosą to jeździć nie powinien, zwłaszcza jak jest zmotoryzowany. Teren się wypłaszczył, a ja w najbliższym lesie zameldowałem się na kolejny nocleg :)


Więcej zdjęć w - klik tutaj - > G A L E R I I < - klik tutaj -


Zaliczone gminy: 7
Warmińsko-mazurskie: Stare Juchy, Miłki, Orzysz, Biała Piska, Pisz, Ruciane-Nida, Świętajno (pow. szczycieński)

Dla ciekawych - mapka:


Od Bytowa wycieczka stroniła - vol. 1

Sobota, 5 kwietnia 2014 | dodano:13.04.2014 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria .Surly, >100, gminobranie, sakwowo, wycieczka
  d a n e  w y j a z d u
150.72 km
0.60 km teren
09:24 h
16.03 km/h
44.15 vmax
9.0 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Szykował mi się rowerowy weekend, ale w poniedziałek musiałem być w Poznaniu. Postanowiłem te fakty połączyć i wybrać się na małe gminobranie. Tytułowy Bytów aż trzy razy miałem o kilka kilometrów od trasy, ale niezaliczone dotąd gminy odciągały mnie jak silne magnesy. Zacząłem w Chojnicach gdyż trasa zapowiadała się na dość długą, a w niedzielę wieczorem musiałem być w miarę świeży - dojazd z Torunia do Chojnic rowerem skutecznie by to uniemożliwił.
Gdy wysiadłem z pociągu o 7:40 przywitał mnie niezły chłód - 2 stopnie powyżej zera, a ja nie wziąłem ocieplanych spodni!
Objechałem starówkę w Chojnicach i zajrzałem nawet do bazyliki

Wnętrze nie było jednak jakoś szczególnie imponujące. Objechałem rynek z ładnym neogotyckim ratuszem i skoczyłem jeszcze do bramy Człuchowskiej, za którą czaił się zwierz!

Było mi strasznie zimno, przesiedziałem więc godzinę w barze nad kawą i wyjechałem o 8:40 przy 6 stopniach - już się dało żyć :)
Na samym początku władowałem się w dość dziurawą drogę:

Trasa była jednak bardzo malownicza, ruch niewielki i trafiło się nawet to, co w rowerowaniu jest chyba najważniejsze:

Droga wiodła pięknymi lasami i była dość monotonna krajobrazowo - pagórki i las. Pod sam koniec trafiło mi się stado 23 żurawi. Nie miałem niestety jak go w całości sfotografować - stąd tylko trzy ptaki

Nocleg tradycyjnie w lesie pod namiotem, pierwsza taka trasa w tym roku mnie trochę zmęczyła.

Droga może była dość leśna, ale jednak ładnych parę fotek różnych miejsc zrobiłem, zapraszam do ich obejrzenia w - klik tutaj -> G A L E R I I <- klik tutaj -

Zaliczone gminy (7):
Pomorskie: Konarzyny, Lipnica, Przechlewo, Koczała, Trzebielino, Kołczygłowy, Borzytuchom



Nielub-Golub

Niedziela, 30 marca 2014 | dodano:30.03.2014 | linkuj | komentarze(1)
Kategoria .Surly, >100, wycieczka
  d a n e  w y j a z d u
107.73 km
0.00 km teren
05:52 h
18.36 km/h
44.55 vmax
15.0 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Swego czasu przejeżdżając przez Golub-Dobrzyń natknąłem się na plakat promocyjny:

Wrodzona przekora kazała mi zaplanować wycieczkę o nieco innym przekazie. Mimo zmiany czasu, udaje się nam z Beatką być w trasie już o 7:30 (czyli 6:30 normalnego, zimowego czasu). Wyjeżdżamy przez las Papowski koło Betoru i potem dość standardową trasą przez Gostkowo wyjeżdżamy na Sławkowo. Koło jeziora Chełmżyńskiego przejeżdżamy dość nową drogą z Mirakowa. Po drodze do pierwszego celu mijamy dość ładny, XIV-to wieczny kościół w Orzechowie:

Po paru dodatkowych kilometrach dojeżdżamy do pierwszego celu:

Zaraz za Nielubiem wpadamy do Wąbrzeźna, gdzie urządzamy sobie mały popas na ławeczce

Po kilkunastu kilosach trafiamy na drugi cel wycieczki:

I tak oto spełniliśmy cel: Nielub-Golub zaliczone :-) Pozostało jeszcze wpaść na zamek korzystając z bycia po górnej stronie Drwęcy:

Jeszcze tylko podjazd w Ciechocinie i doturlaliśmy się do domu. Piękna pogoda, puste, gładkie asfalty i dobre towarzystwo :-)

Co najmniej drugie tyle zdjęć chowa się w - klik tutaj -> G A L E R I I <- klik tutaj -


Gminobranie wiosenne - dzień 2 (z 2)

Niedziela, 23 marca 2014 | dodano:26.03.2014 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria .Surly, >100, gminobranie, sakwowo, wycieczka
  d a n e  w y j a z d u
104.94 km
3.00 km teren
08:13 h
12.77 km/h
44.96 vmax
5.0 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal
Wkrótce po rozbiciu namiotu zaczęło padać. W sumie to nawet dobrze wyszło - zamierzałem przetestować nowy śpiwór w niskiej temperaturze i się udało. Rano niestety dalej kropiło i zwijałem namiot na mokro. Nie dość, że deszcz leje, to jeszcze wiatr zawrócił i teraz daje z grubsza w twarz. Cały czas się wzmagał aż do ok. 60 km/h Eh.
Z tego wszystkiego nawet zapomniałem o zwyczajowej fotce namiotu w lesie. Po wyjechaniu na drogę dojeżdżam do Prabut. Nazwa tej miejscowości jest dla mnie niejaką zagadką. Dlaczego dopełniacz to "Prabut", a nie "Prabutów"? Fajnie by było w takim nieco starym obuwiu się znaleźć :)
Samo miasto jest całkiem ładne. Zamku co prawda w zasadzie nie ma, ale jest okazała konkatedra:

Pobliski rynek też nie przynosi wstydu, a wyjazd bramą Kwidzyńską był miłą niespodzianką. Z Prabut jadę w kierunku Susza - ta gmina leży właściwie na trasie więc czemu by jej sobie nie zaliczyć :) Sam Susz jest brzydki jak noc, jedynie sanktuarium św. Antoniego może być warte zwiedzenia.

Zupełnym zaskoczeniem okazuje się być Kamieniec - w tej miejscowości znajdują się ruiny ładnego pałacu, w którym mieszkał i rządził cesarstwem przez ciut ponad dwa miesiące Napoleon:

W Starym Dzieżgoniu pod sklepem spotykam "stojaki" na rowery które dość mocno zmieniają perspektywę marudzącego na problemy z bezpiecznym przypinaniem roweru:

Pani na wigry3 która przyjechała ciut później nie miała jednak problemów ;)
Ponieważ jedzie mi się ciężko i wolno, postanawiam skrócić wycieczkę i zakończyć ją w Malborku. Daje mi to jednak trochę czasu na zwiedzenie zamku w Sztumie:

Zamek jest jak dla mnie rozczarowaniem - nie wygląda "zamkowo". Ot taki mały zameczek. Zawsze sobie zamki w miejscowościach takich jak Sztum wyobrażałem jako pół-Malborki, a tu tymczasem taka skromna budowla. Od strony dziedzińca widać to w pełni:

Po objechaniu terenu zawracam do Starego Targu, w którym to odbijam do Malborka. W samym Malborku już byłem kilka razy więc tym razem zaczynam od bardzo ładnego dworca kolejowego:

Dojście do zamku jest akurat w remoncie i trzeba by latać dookoła więc tym razem ujęcie z daleka:

Po rzucie oka na zamek wracam na dworzec i tu mogłaby się skończyć opowieść, gdyby nie to, że wyszło dość nieciekawie.
Zaczęło się od tego, że dworzec jest w remoncie i mój pociąg do Iławy odjeżdżał z 4, a oznakowane jest dojście na 2 i 3. Ciekawe co miałby zrobić np. obcokrajowiec. Pociąg odjechał o czasie, ale ponieważ linia Iława-Malbork kosztem ponad 2 miliardów złotych jest remontowana, na większości długości jest tylko jeden działający tor. Pociąg z naprzeciwka miał pół godziny spóźnienia i czekaliśmy żeby się na mijance zamienić. W Iławie mój pociąg jednak czekał na nas - dzięki!
Tak się z tego cieszyłem, że w Jabłonowie Pomorskim pociąg się popsuł. Nic nie pomagało więc czekaliśmy 2h po ciemku bez ogrzewania na następny pociąg, żeby nas do Torunia dociągnął, a że podczepienie i ruszenie nie trwało paru sekund, czekaliśmy trochę. Ostatecznie zamiast o 19:59 byłem na dworcu o 22:30, i po 2km  w deszczu dojechałem :)

W tym odcinku zamiast quizu będzie spodzianka: więcej zdjęć znajdziecie w - klik tutaj -> G A L E R I I <- klik tutaj -

Zaliczone gminy
: 6
Pomorskie (5): Stary Dzierzgoń, Dzierzgoń, Stary Targ, Mikołajki Pomorskie, Sztum
Warmińsko-Mazurskie (1): Susz



Gminobranie Łódzko-Łęczyckie

Piątek, 27 grudnia 2013 | dodano:29.12.2013 | linkuj | komentarze(1)
Kategoria .Surly 2013, >100, gminobranie, wycieczka 2013
  d a n e  w y j a z d u
121.70 km
5.00 km teren
08:18 h
14.66 km/h
35.60 vmax
4.0 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal

Po świętach postanowiłem ruszyć cztery litery i pojechać gdzieś dalej. Pierwotnie chciałem pojechać do Olsztyna, ale okazało się, że ostatni pociąg powrotny miałbym ok. 15:30. Wyjazd pociągiem "tam" też był bez sensu z uwagi na krótki dzień - większość trasy odbywałbym po ciemku. Zapowiadał się też wiatr z południa, a nie miałem ochoty na walkę z żywiołem po obżarstwie. Kochana żona podpowiedziała mi wariant Łódzki. Pojechałem więc pociągiem do Łodzi i na miejscu byłem ok. 9 rano z uwagi na spóźnienie się pociągu. Łódź przywitała mnie pięknym graffiti:

Miasto robiło jednak dość przygnębiające wrażenie a o poranku towarzystwo w okolicach centrum nie było za ciekawe. Całe miasto ozdobione jest też graffiti sławiącym/potępiającym lokalne drużyny futbolowe i ich kibiców (RTS/ŁKS). Zamiast pojechać na północ, pojechałem przez centrum w stronę Pabianic, zaliczając też znaną, nie wiedzieć czemu, ulicę Piotrkowską:


Miasto mi się nie spodobało - w wielu miejscach widać krajobraz jak po bombardowaniu:

Dość szybko przedostałem się do Pabianic, gdzie skręciłem już na północ by zaliczając gminy dojechać do mety.
Wzdłuż drogi z Konstantynowa Łódzkiego do Lutomierska napotkałem tramwaj aglomeracji Łódzkiej jadący po jednym, rozklekotanym torze. Mimo przygnębiającego wrażenia (ostre niedofinansowanie infrastruktury), tramwaj moim zdaniem pełni ważną rolę

Do Zgierza dojeżdżam z częściowym udziałem odcinka "terenowego", czyli polną drogą, ale dobrze ubitą. Całą trasę zaprojektowałem sobie tak, by zminimalizować udział krajówek (i przy okazji zaliczyć parę gmin). W Zgierzu w sumie to samo, co w Łodzi: bieda, zniszczone budynki, tłok na ulicach. Jedynym ciekawszym elementem był cmentarz Żydowski


Cmentarz bez macew i do tego zamknięty. Ze Zgierza udałem się już w zasadzie prostą drogą na północ do Łęczycy, jednak początkowy odcinek to znowu szuter/gruntówka wzdłuż torów (ale trasa przejezdna). Niestety dni są coraz krótsze, a do tego coś się źle czułem w czasie jazdy więc zakończyłem podróż w Łęczycy, sfotografowawszy jedynie z daleka zamek, do którego na pewno jeszcze wrócę:

Dzięki spóźnieniu się pociągu TLK, udaje mi się nawet złapać połączenie z Kutna do Torunia i nie dopłacać za kupno u konduktora. W Toruniu, z racji skrócenia głównej wycieczki, postanowiłem zajrzeć na punkt widokowy na południowym/zachodnim brzegu Wisły:

By tradycji zadośćuczynić: więcej zdjęć znajdziesz w
- klik tutaj - >G A L E R I I < - klik tutaj -

Zaliczone gminy: 14
Łódzkie: Łódź, Ksawerów, Pabianice - obszar wiejski, Pabianice - miasto, Konstantynów Łódzki, Lutomiersk, Aleksandrów Łódzki, Zgierz - miasto, Zgierz - obszar wiejski, Parzęczew, Ozorków - miasto, Ozorków - teren wiejski, Łęczyca - teren wiejski, Łęczyca - miasto

Dla zainteresowanych - mapka:


Setka w grudniu po południu :-)

Niedziela, 1 grudnia 2013 | dodano:29.12.2013 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria .Surly 2013, >100, wycieczka 2013
  d a n e  w y j a z d u
107.75 km
0.50 km teren
07:23 h
14.59 km/h
39.26 vmax
3.0 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal

Na początek grudnia wybrałem się na małą wycieczkę objazdową - tak na 100 dla przyzwoitości. Żadnych rewelacji, nowych gmin - czysty objazd :)

Na pierwsze danie: pierwszy raz od oficjalnego otwarcia przejechałem całą trasę rowerową do Raciniewa:

Deszczyk padał, wiatr wiał - ale jakoś trzeba jechać dalej - odbiłem do Unisławia i nieznaną mi wcześniej trasą pojechałem na Żygląd. Nieznaną, bo zawsze jakoś innymi trasami się tam turlałem... Do DK91 dojechałem bez problemów, potem zaś odbiłem do Papowa Biskupiego, gdzie zatrzymuję się na mały popas pod zamkiem:

Miałem jechać do Chełmży i do domu, ale okazało się, że mam więcej czasu i żona na dłużej się mnie pozbyła z domu... ;-)
Gdzie by tu dalej... Postanowiłem pokręcić się w okolicach Lisewa i wpaść do Grzegorza ;-) Dalej już nie chciałem jechać na wschód bo wiem, że z asfaltem bywa różnie - odbiłem więc na południe by przez Mirakowo objechać Jezioro Chełmżyńskie. Ciąg dalszy to już mozolna walka z wiatrem aż do Turzna, gdzie się nieco pogoda uspokaja, choć ja już jestem cały mokry... Wpadam na wiadukt nad autostradą, gdzie mógłbym już w zasadzie odbić do domu.


Jadę jednak dalej do Młyńca i stamtąd zagrzewam się na podjeździe do Jedwabnego. Dalej okazuje się, że zjazd do Lubicza został wyremontowany i już nie ma tej "wspaniałej" muldy na dole. Jeszcze mi skasują tę na Ślimaku Getyńskim i nie będzie gdzie skakać ;-)

Pełna "galeria" w sumie jest dość skromna, ale dla potomnych/dociekliwych zamieszczam linka:
G A L E R I A

Dla zainteresowanych mapka:


Delegacyjne gminobranie Parysko-Ryczywolskie

Niedziela, 13 października 2013 | dodano:30.12.2013 | linkuj | komentarze(1)
Kategoria .Surly 2013, >100, gminobranie, nightrower, sakwowo, wycieczka 2013
  d a n e  w y j a z d u
197.47 km
12.00 km teren
13:14 h
14.92 km/h
35.30 vmax
9.5 *C
HR max(%)
HR avg(%)
m kcal

W pracy czekała mnie dwudniowa, poniedziałkowo-wtorkowa delegacja do Poznania. Co istotne, miałem zapewniony nocleg z niedzieli na poniedziałek oraz wiedziałem, że hotel jest roweroprzyjazny. Połączenie tych faktów z białymi plamami na gminnej mapie województwa wielkopolskiego mogło dać tylko jeden rezultat: pojechałem w delegację na rowerze :-)

Żeby nie tracić sił i czasu, zacząłem od przejazdu PKP do Nakła nad Notecią (mam nadzieję, że dane mi będzie być w tym drugim Nakle i zrozumiem sens dodawania tego "nad Notecią" :P). Nakło jest brzydkie a do tego pogoda też nie rozpieszczała. Dworzec dodatkowo przywitał mnie brakiem możliwości wyjechania rowerem - musiałem przepchnąć go na płasko pod szlabanem (alternatywą były jakieś schody, ale z osakwionym rowerem nie miałem na to najmniejszej ochoty).

Z Nakła wyruszyłem w stronę Kcyni. Jesienią drogi są szczególnie kolorowe i gdyby nie wiatr i deszcz, to jechałoby się całkiem przyjemnie:

W Kcyni zatrzymałem się na popas pod kościołem a następnie wyruszyłem do Wapna. Wzdłuż drogi faktycznie było sporo wapna - zagadka etymologiczna okazała się bardzo prosta. W samym Wapnie minąłem lokal rozrywkowy o estetyce przypominającej świątynie Majów, klimat zupełnie jak w filmie Tarantino "From Dusk Till Dawn".

Dobra delegacja to taka, podczas której można sobie pozwiedzać. Mam bardzo dobrego pracodawcę więc podczas delegacji do Poznania udało mi się zwiedzić też Paryż:

Niestety, nie miałem czasu na pstrykanie fotek więc Wieżę Eiffla, Łuk Triumfalny i inne Luwry pokażę Wam następnym razem ;-)
Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło - znalazłem chwilę na podziwianie Bifurkacji Wągrowieckiej, skrzyżowania rzek Wełny i Nielby, które tym się różni od np. akweduktu w Fojutowie, że jest na tym samym poziomie, rzeki same się mieszają jak trzeba:

Wągrowiec i Rogoźno miałem już zaliczone wcześniej, ale bardzo chciałem zaliczyć też gminę Ryczywół. Oprócz fajnej nazwy, ma też bardzo ładny herb, którym wita przyjezdnych:

Bez większych przygód zaliczam też gminę Połajewo by udać się do Obornik(ów) Wielkopolskich. Tamże odwiedzam cmentarz i po zapaleniu znicza na grobie rodziny, udaję się nocą do Poznania. Przejeżdżam jeszcze przez Suchy Las, gdzie jest obwodnica Poznania na której ktoś zapomniał o choćby minimalnym poboczu. Jazda rowerem jest cholernie niebezpieczna z uwagi na duże prędkości i brak odstępu od samochodów, a oczywiście jako przyjezdny, nie znam alternatywnych dróg dla tranzytu rowerem. W Suchym Lesie zjeżdżam z drogi głównej bo chciałem zrobić zdjęcie knajpki "Suchy Las Vegas". Niestety, okazuje się, że od jakiegoś czasu jest już nieczynna. Niepocieszony udaję się do Poznania, a tamże do hotelu.

Jak zawsze dla tych, co wiedzą, że jeden obraz wart jest 1024 słów:
- klik - > G A L E R I A < - klik -

Zaliczone gminy w woj. Wielkopolskim (7):
Wapno, Damasławek, Mieścisko, Rogoźno, Budzyń, Ryczywół, Połajewo

Dla zainteresowanych mapka:


Gminobranie nadwiślańskie

Niedziela, 25 sierpnia 2013 | dodano:27.08.2013 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria .Surly 2013, >100, >200, gminobranie, nightrower, sakwowo, wycieczka 2013
  d a n e  w y j a z d u
200.22 km
3.00 km teren
13:12 h
15.17 km/h
35.60 vmax
14.0 *C
HR max(%)
111 HR avg( 59%)
m 6023 kcal
Miałem w Warszawie do załatwienia pewne sprawy, które miały zakończyć się w sobotę ok. 12:00. Plan to uwzględniał i zakładał bujanie się po drogach lokalnych po południu oraz wieczorem, wizytę w Płocku najpóźniej ok. północy i dalszy ciąg do Torunia już krajówkami. Niestety, wszystko mi się przesunęło o 5 godzin, co miało istotny wpływ na przebieg trasy, ale o tym niżej.

Z Warszawy wyruszyłem ok. 17. Jechałem przez okolice parku Łazienkowskiego, a potem przez stare miasto. Po drodze minąłem Pałac Namiestnikowski, siedzibę Prezydenta RP:

Na Placu Zamkowym z 10 lat temu podziwiałem break-dancerów. Ku mojemu zdziwieniu, stali się chyba elementem krajobrazu gdyż i tym razem trafiłem na mały pokaz:

Nie mogłem jednak za długo podziwiać wygibasów z racji opóźnienia. Na początek miałem kurs na północ Warszawy. Jadąc do pierwszej gminy poza Warszawą trafiłem na niewiastę w stroju Opoczyńskim (z wyraźnym podkreśleniem, że to nie jest strój, za przeproszeniem, łowicki):

Celem były Łomianki. Nie znalazłem niestety asfaltowej trasy - droga techniczna wzdłuż DK7 urywa się, a nie znam tego parku nad Wisłą i nie wiem, jak tam się jeździ. Znalezione zdjęcia nie zachęcały do jazdy tamtędy więc dotarłem tam dość okrężną trasą przez jakąś Wólkę Węglową. W Łomiankach zrobiłem sobie małą pętelkę po osiedlowych uliczkach. Osiedle było dość nietypowe - same rezydencje, na oko każda warta około 2.5 mln zł. Nie było mi po drodze przez Łomianki więc wyjechałem tą samą drogą i pojechałem w stronę Kampinosu. Niestety, trafił mi się odcinek terenowo-brukowy do Palmir. Od północy do tego historycznego miejsca jest dojazd asfaltowy, ale od południa jedzie się przez Kampinoski Park Narodowy tworem drogoniepodobnym. Szkoda, że nie ma tam takich fajnych szutrów, jakie są przez Białowieski PN. W Palmirach jestem tuż przed nocą, ale udaje mi się jeszcze zrobić zdjęcie, na którym coś widać:


Brakowało mi kawy i odczuwałem spadek formy. Aż do Wyszogrodu jechało mi się jednak umiarkowanie dobrze. W Wyszogrodzie bardzo liczyłem na stację benzynową, ale... nie było! Po fakcie już wiem, że nic tam nie ma. Ostatnio jeśli jadę krajówką w nocy, to zwykle były to te ważniejsze drogi i okazuje się, że stacja co kilkadziesiąt km to nie jest nic niezwykłego. Wniosek na przyszłość: trzeba zwiększyć samowystarczalność przy jeździe opłotkami, warto też będzie sprawdzić picie kawy rozpuszczalnej zalewanej zimną wodą. Ohyda, ale lepsze to, niż turlać się pół nocy 12 km/h w kryzysie.

Za Wyszogrodem, gdy okazało się, że z kawy nici, kryzys rozwinął się w całym swoim majestacie. Dojazd do Płocka wydłużył się niemiłosiernie. Ostatecznie jednak dojechałem, podziwiając rafinerię nocą:

W Płocku oczywiście kawa i odpoczynek. Zaczęło świtać więc zajrzałem na starówkę by obejrzeć pominięte ostatnio okolice katedry. Sama świątynia prezentuje się okazale:

Po drugiej stronie ulicy jest Zamek Książąt Mazowieckich:

W okolicy zaś są ładne skwerki z pomnikami:

oraz barierka z możliwością podziwiania nadwiślańskiej panoramy:


Wyjeźdżam z Płocka dość sprawnie i skręcam w stronę Włocławka po ostatnią gminę - Nowy Duninów. Jak tylko oddaliłem się od kawy 24h i stacji PKP, kryzys powrócił ze zdwojoną mocą. 45km do Włocławka jechałem łącznie ok. 4h co było czasem imponująco żałosnym. Ok. 20 minut pochłonęła drzemka na przystanku gdyż zacząłem zasypiać za kierownicą i zaczęło być to niebezpieczne. Po jedynych 20 km trafiłem na stację o nazwie "Bliska", gdzie wypiłem kawę:

Już wiedziałem, że do Torunia nie dojadę na czas (wstępnie planowałem 6 rano, ale i 9 rano byłaby OK). Ból kolan, kryzys, konieczność pójścia na imprezę urodzinową... jedyna opcja to już PKP.
Turlałem się dalej gdy zadzwoniła Beata i dowiedziałem się, że pociąg mam za godzinę, a następny dopiero za trzy. To mnie nieco otrzeźwiło i ostatnie 21km pokonałem z normalnymi prędkościami, czyli 22-24 km/h. W samym Włocławku GPS wytyczył mi trasę takimi drogami, że urządziłem sobie małego alleycata i boję się myśleć o tym, ile mandatów mi się należało (choć oczywiście nie łamałem przepisów w sposób stwarzający jakiekolwiek zagrożenie dla kogokolwiek).
Na szczęście ulice były puste a świateł bardzo mało. Nawet zdążyłem kupić bilet w kasie, choć wszystko w biegu się odbywało. W biegu z biletem i rowerem na peron, w biegu wsiadanie na pociąg, który właśnie podjechał... Ale się udało jakimś cudem. Przy okazji trochę kryzys minął więc pewnie do Torunia bym dojechał, tyle że z uwagi na urodziny, na które byłem zaproszony, nie mogłem sobie pozwolić już na wydłużenie eskapady. Poza tym 60km jazdy krajówką to średnia przyjemność.

Dystans mimo wszystko minimum jakieś spełnia, gmin parę wpadło, a ja się nauczyłem, że trzeba na zadupiach być bardziej samodzielnym w kwestii zaopatrzenia.

Zaliczone gminy (10):
Mazowieckie: Łomianki, Izabelin, Czosnów, Leoncin, Wyszogród, Mała Wieś, Bodzanów. Słupno, Radzanowo, Nowy Duninów.

Kompletny zestaw zdjęć z wycieczki możesz obejrzeć zaglądając do - klik - > G A L E R I I < - klik -

Mapa wycieczki:

Po obcisłe ciuszki

Poniedziałek, 19 sierpnia 2013 | dodano:20.08.2013 | linkuj | komentarze(0)
Kategoria .Surly 2013, >100, >200, gminobranie, użytkowo, wycieczka 2013
  d a n e  w y j a z d u
228.22 km
0.00 km teren
12:22 h
18.45 km/h
41.59 vmax
18.0 *C
HR max(%)
118 HR avg( 62%)
m 7386 kcal
Po ostatnich wyjazdach i praniach, kiedy skarpetki mi popsuły przedostatnią koszulkę kolarską w sensownym stanie technicznym postanowiliśmy, że trzeba kupić nowe ciuszki kolarskie. Do tej pory kupowałem je w BCM Nowatex w Puszczykowie pod Poznaniem. Ciuszki są wg mnie dość dobre, a osobista wizyta w sklepie firmowym zawsze kończyła się sporymi upustami. Postanowiliśmy, że i tym razem tam pojedziemy.

Ponadto Beata już kilka razy w tym roku podchodziła do dystansu 200km i choć daleko tej odległości do jej rekordu życiowego, to jakoś ciągle brakowało czasu, możliwości, okazji, zdrowia, ... No coś nie szło ;-)

Oboje zaliczamy gminy i udało nam się zaplanować wyjazd taki, że dla każdego z nas wpadło po 8 gminek do zbioru. Sklep zamykają o 17:00, pociąg powrotny (no niestety - koniec urlopu i trzeba mieć siły na następny dzień w pracy) najfajniejszy o 17:36, a dzięki gminom do Puszczykowa wychodziło 200km. Wszystko powyższe oznaczało, że trzeba wyruszyć w środku nocy. Poprzedniego dnia byliśmy na weselu więc w planach było wyspanie się i start o 2am. Ostatecznie kompletnie niewyspani (4h poprzedniej nocy, 2h w ciągu dnia i 1h nocą) i zrąbani wyruszyliśmy spod domu o 3:45.

Do Inowrocławia cisnęliśmy DK15 - dopiero przed samym Inowrocławiem ruch stał się nieprzyjemnie intensywny, ale dało się to przeżyć widząc już zabudowania miasta w oddali. Normalnie nigdy byśmy tak nie pojechali bo ta droga jest potwornie wąska i ruchliwa, najgorszy możliwy wybór na rower za dnia. Ale nocą sprawy mają się zgoła inaczej :)

W samym Inowrocławiu o mało nie skosił nas jadący na czołówkę kierowca osobówki - wyprzedzał na trzeciego i wyraźnie nic go nie obchodziło to, że nie jest sam na drodze :/ Do Janikowa jechaliśmy przez Kościelec - znałem tę drogę z mojego wypadu dookoła jeziora Pakość. Przed Janikowem minęliśmy gigantyczną hałdę zakładów Janikosoda a opodal niej - budynki zakładu:

Na szczęście nad samym jeziorem można było podziwiać piękne okoliczności przyrody:

Nazwy niektórych mijanych miejscowości robiły swoją oryginalnością spore wrażenie:

Do Gniezna dotarliśmy troszkę zmęczeni, ale jeszcze było w miarę lekko, gdyż jechaliśmy głównie na zachód. W Gnieźnie się odrobinę pokręciliśmy po starówce:

Stare miasto na mnie nie zrobiło jednak jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Po objeździe udaliśmy się do katedry na małe zwiedzanko. W galerii jest parę zdjęć z wnętrza, ale na mnie wrażenie zrobiły przede wszystkim nastrój - czuć było powagę miejsca dzięki odpowiedniej grze świateł i zapachu oraz dyskretne wymieszanie średniowiecza z nowoczesnością - zakrystia mieści całkiem nowoczesny sprzęt:

Gniezno opuszczamy w pośpiechu - na pożegnanie, jeszcze tylko rzut oka na katedrę.

Spróbujemy zdążyć na pociąg o 17:36 i nie będzie to proste - trzeba jechać zmianami i zrezygnować z wycieczkowego tempa.
Beatka zalicza gminę Łubowo i skręcamy na południe. Wiedziałem z prognozy, że będzie wiatr w twarz, ale niestety był on znacznie mocniejszy, niż zapowiadano. Zmianami ciągniemy na południe, ale idzie to jak krew z nosa. Opadamy z sił, a do tego nasza trasa z konieczności aż trzy razy przekracza autostradę A2. Narąbali tam wiaduktów niemal co kilometr, zamiast wstawić je rzadziej i wylać równoległy asfalcik dla potrzeb ruchu lokalnego :/
W Nekli robimy postój i już wiemy, że nici ze zdążenia na pociąg. Siły się właściwie skończyły, ale trzeba jakoś dotrzeć do Kórnika, skąd jest już tylko kawałek do Puszczykowa - główny cel wyprawy to wszak zakupy!

Jedziemy i jedziemy, targają nami kryzysy, ale we dwójkę i raźniej i łatwiej. W Kórniku objeżdżamy park, ale niestety nie ma do niego swobodnego wjazdu. Za to można sobie obejrzeć przepiękny zamek:

Postój jest tu jednak bardzo krótki, a szkoda. Do Puszczykowa zostało jeszcze ok. 20km. Coraz mniej pod wiatr, ale za to droga jest już bardzo ruchliwa, a sił właściwie brak. Do tego zaczyna być problemem zdążenie przed zamknięciem sklepu. Ale się porobiło!
Wizja niewyrobienia się do sklepu motywuje nas jednak do spięcia pośladków i ostatecznie (mimo jazdy skrótem, który oszczędził 1km ale zabrał z 10 minut) docieramy na czas

Hurra!

Wybieramy sobie ciuszki (głównie ja - Beatka tylko kamizelkę wzięła) i płacimy kwotę niestety nieco większą, niż się spodziewaliśmy (choć rabat był). Cóż - następnym razem się zastanowimy, czy warto jechać taki kawał, wiele też będzie zależało od gmin na trasie ;-)

Z Puszczykowa wyjeżdżamy po małym odpoczynku zakupowo-kanapkowym więc mimo mżawki, docieramy do Poznania z ponad godziną zapasu. Objeżdżamy centrum i zajadamy się spaghetti w Piccolo. Z 10 lat temu mieli tylko jeden lokal, obecnie jest ich 10 i nie jest to przypadek. Zatankowani "pod korek" makaronem i colą jedziemy na dworzec by bez problemu dojechać do domu. Jechaliśmy w wagonie piętrowym, ale mieliśmy jak w kuszetce, gdyż przy kiblu są dwie ławki na których można się wygodnie położyć ;-)

Ja mam ciuszki, Beatka pyknęła w końcu 200-tkę, oboje mamy po +8 gmin a dzięki rabatowi cała wycieczka kosztowała nas ze 30zł.
Jedynie nogi coś bolą następnego dnia, ale tak to jest jak się ciśnie pod wiatr.

P.S. Licznik Sigma trzy razy przestał zliczać dystans i pomogło zdejmowanie, przyciskanie losowych guzików itp. czary - nie wiem, czemu coś mu przestało pasować, ale ok. 700m więcej mam przejechane niż zliczone. Ciekawe, czy to był jednorazowy wybryk?

Zaliczone gminy (8):
Wielkopolskie: Gniezno - obszar wiejski, Gniezno - miasto, Czerniejewo, Nekla, Dominowo, Środa Wielkopolska, Kleszczewo, Kórnik

Więcej zdjęć jak zwykle w - klik - > G A L E R I I < - klik -

Mapka trasy: